- farbuje włosy w łazience, .
Wahadłowe ruchy ustały. Bandrowska usłyszała sygnały, zrozumiała je. Pomoc nadchodzi. Opadła bezwładnie na płytę platformy. W zapadającym zmroku wyprawa ruszyła w górę ścieżką na Granaty. Rozpoczęła się walka o życie oczekującej ratunku turystki. Walka trudna, prawie beznadziejna. Akcja w nie zdobytym podówczas "kominie Drege'a" była niebezpieczna nawet w dzień. W ciemności akcja taka stawała się prawie szaleństwem. Na wysokości górnej krawędzi urwisk Granatów, tam gdzie ściana traci już na stromości, ratownicy opuścili ścieżkę i poczęli trawersować w prawo. Wkrótce znaleźli się na trawiastej platformie tuż ponad obrywem "komina Drege'a", w miejscu, w którym Bandrowscy spędzili kilka dni oczekiwania i skąd rozpoczęli swą ostatnią drogę. Gdy uczestnicy wyprawy stanęli na platformie było już zupełnie ciemno. Jak tyle razy przedtem i tyle razy później, Tatrzańskie Pogotowie wykazało bezgraniczną ofiarność i poświęcenie. Podziwiać dziś należy desperacką niemal śmiałość decyzji przeprowadzenia działań ratunkowych w ciemnościach nocy. Ratownicy zdawali sobie jednak sprawę, że czekanie świtu byłoby dla Bandrowskiej równoznaczne z wyrokiem śmierci. Gdy uczestnicy wyprawy zeszli dnem komina nad skraj przepaści, część z nich pozostała, by asekurować towarzyszy, a Zaruski i przewodnik Jędrzej Marusarz z latarkami w zębach poczęli zjeżdżać na linach w głąb czarnej pustki. Zejście trwało długo. Trzeba było dowiązywać po drodze zapasowe liny, trzeba było ostrożnymi ruchami wyszukiwać po ciemku chwyty i stopnie, trzeba było wytężyć wszystkie siły mięśni i woli, by schodzić w dół, i to schodzić ze świadomością, że jednym nieostrożnym ruchem rzucony kamień może śmiertelnie ugodzić leżącą poniżej turystkę. Wstrząsające wrażenie wywarł na Zaruskim moment, gdy dojechał wreszcie do platformy w kominie i zobaczył Bandrowską. Lażała na samej krawędzi, nieomal zwisając nad otchłanią. Gdy stanął przy niej na skraju platformy, usłyszał szept: - Ostrożnie, tam przepaść.. Bankier odskoczył, stał chwilę zdumiony, nie wierz±c uszom własnym.. I Ray wsiedli razem do taksówki. Bob pragnął być pod czyjąś Lękał się samotności, stale towarzyszącej mu niegdyś. Samoprzerywanej krótkimi spotkaniami w domach schadzek, w korymetra, w ustronnych zakątkach ogrodów publicznych. czas trzech lat pracy pod kierunkiem O'Neilla przywykł do wych samochodów, do prywatnych samolotów i jachtów. Ale Nowym Jorku teraźniejszość się zacierała, przeszłość podnosiła łeb. Odnajdywał dawne, brudne otoczenie. Wnętrze taksówki ęło. Bob odwykł już od przykrych zapachów. Nowy Jork minał mu biedę, przemoc, upokorzenia, jakich doznał w dzie%wie. Na próżno starał się zapanować nad emocjami. "by oderwać go od przykrych myśli, Ray mówił o przyszłym. 25. Jak pomóc dziecku, by czuło się bardziej pewne siebie? Jest to problem ważny, ponieważ wiele dzieci dyslektycznych na skutek narastania niepowodzeń szkolnych, niezadowolenia rodziców i 101. - Wytrzyj gila i popraw grzywkę - wtórował mu Skorpion.. Potem płaci. A skądeś wziął tych pieniędzy? Nie mójże to. Przenosimy radość wewnętrzną na coś zewnętrznego i sądzimy, że. Podczas pobytu w Londynie Richard Schweitzer poznał wyniki dwóch innych badań DNA, tkanki i włosów, które przypuszczalnie pochodziły od Anastazji Manahan. Żadne z nich nie pozostawiało nadziei, że pani Manahan była wielką księżną Anastazją. Wyniki badań tkanki pochodziły z laboratorium Instytutu Patologii Sił Zbrojnych. Naukowcy pozyskali DNA mitochondrialne z tkanki przywiezionej przez Susan Barritt z Charlottesviue do Bethesda. Wyniki badań porównano z wynikami uzyskanymi przez Petera Gilla z próbek krwi księcia Filipa - nie było żadnego podobieństwa. Oznaczało to, iż tkanka z Charlottesviue badana przez AFIP, podobnie jak badana przez Gilla, nie należała do krewnego ani księcia Filipa, ani cesarzowej Aleksandry. Instytut nie dokonał porównania z profilem DNA ciotecznego wnuka Szanckowskiej Karla Mauchera, toteż można było jedynie orzec, kim Anastazja Manahan nie była, a nie kim była. Kolejne potwierdzenie wyników Gilla nadeszło zupełnie niespodziewanie. Susan Burkhart z Durham w Karolinie Północnej interesowała się zagadką Anastazji od dwunastego roku życia. Dowiedziawszy się w 1992 roku o sprzedaży obszernej biblioteki Manahanów udała się do antykwariatu, któremu ją sprzedano, i zaczęła przeglądać pudła z setkami książek. Pewnego dnia właściciel sklepu nazwiskiem Bary Jones w jednym z pudeł odkrył kopertę, na której Manahan napisał "włosy Anastazji". W środku rzeczywiście znajdowały się włosy, najwyraźniej ze szczotki. Były szarosiwe, nieco kasztanowe i - co ważne - znajdowały się przy nich mieszki. Burkhard, której mąż zajmował się badaniami DNA, zdawała sobie sprawę, jak ważne są mieszki, i za dwadzieścia dolarów kupiła kopertę wraz z zawartością. Ostatecznie Peter Kurth skontaktował Burkhard z Sydem Mandelbaumem, który z kolei do zbadania włosa zaangażował doktora Marka Stonekinga z uniwersytetu w Pensylwanii. 7 września 1994 roku Susan Burkhard wysłała Stonekingowi sześć kosmyków włosów. Po przeprowadzeniu badań Stoneking uzyskał taki sam wynik jak Peter Gill. Następnie porównał swoje rezultaty z wynikami (również uzyskanymi przez Gilla) badania krwi księcia Edynburga. Stoneking nie dopatrzył się żadnego podobieństwa, co oznaczało, że osoba, do której należał włos, nie mogła być krewną księcia Filipa, a zatem nie mogła być krewną cesarzowej Aleksandry. Stoneking orzekł iż "jeżeli próbki włosów pochodzą od Anny Anderson, to analiza wskazuje, że nie mogła być ona wielką księżną Anastazją". Wyniki Stonekinga potwierdziły wyniki Petera Gilla. Laboratoria AFIP, korzystające z tego samego źródła, uzyskały te same rezultaty, a Stoneking który korzystał z innego źródła, także uzyskał ten sam wynik. Jednak wynik Stonekinga zaszkodził teorii Richarda Schweitzera o zamianie próbek tkanki: czy to możliwe, aby oszuści nie tylko podmienili tkankę Anny Anderson na tkankę Franciszki Szanckowskiej w szpitalu im. Marthy Jefferson, ale także umieścili garść włosów Szanckowskiej w kopercie podpisanej przez Johna Manahana, aby w wiele lat później została ona odnaleziona w antykwariacie w Karolinie Północnej?.